Anegdoty
W miarę lat gromadzimy doświadczenie i wspomnienia, a wśród nich najróżniejsze anegdoty z praktyki własnej albo koleżanek i kolegów. Anegdota, po której często się śmiejemy, a nieco rzadziej popadamy w zadumę, opisuje nasze życie w biegu spraw i interesów klientów, sędziów, sądów czy prokuratorów, czasem sięga do historii naszego zawodu, ale nie tylko, bo i historii kraju, w którym przyszło nam żyć i być adwokatami. Często też anegdota jest uśmiechem, z którym wspominamy adwokatów, którzy odeszli.
Do tego krótkiego tekstu siadłem tuż po odsłuchaniu wykładu adw. Francesco Goldoniego o historii togi adwokackiej w Europie i Polsce, wygłoszonego i opublikowanego na kanale YouTube prowadzonym przez NRA. Togi adwokackie, będące np. przedmiotem niejakiej zazdrości prawników amerykańskich, mają za zadanie nas odróżnić od innych osób pojawiających się w sądzie, osób niebędących prawnikami. I w tym momencie przypomniała mi się historyjka z mojej aplikacji, a przecież wiadomo, że aplikant jeszcze togi nie zakłada. Na jeden z aplikacyjnych wykładów nasz kolega aplikant przyszedł wystrzyżony bardzo krótko na jeża i opowiedział, dobrze się przy tym bawiąc, jak go powitał sąd tego dnia przed południem: „Stawił się oskarżony, broni się sam”.
Kwestia odpowiedniego ubioru i wyglądu w sądzie przywodzi mi także wspomnienie pewnego dawnego już upalnego lata, kiedy w Sądzie Okręgowym w Łodzi powstał regulamin ubioru skierowany do sędziów i urzędników sądowych. A u jego podstaw legła, jak wieść gminna wtedy niosła, taka oto historyjka: ówczesny Prezes Sądu Okręgowego był świadkiem, jak konwój prowadzący oskarżonych dowożonych z aresztu mijał jedną z pań sędziów, która uznała, że zarówno jej nienaganna figura, jak i upalna pogoda wymagają wyjątkowo krótkiej sukienki, dodatkowo w całości odsłaniającej ramiona i opinającej się zmysłowo na biuście. W tych okolicznościach przyrody trudno się było dziwić reakcji pozbawionych od dłuższego czasu damskiego towarzystwa konwojowanych. Był nią przeciągły gwizd, jak się wydaje, mający również być wyrazem uznania dla owej niewiasty. Zirytowany prezes miał wówczas podejść do skonfundowanej koleżanki i zapytać, czy jej rzeczywiście brak pieniędzy na nieco więcej materiału w odzieży i w razie potrzeby zaproponować wsparcie (odpowiedzi nie znam). Po tygodniu ów regulamin ujrzał światło dzienne.
Anegdota to czasem i burleska dziejąca się na sali sądowej. Kiedyś, wychodząc z pokoju adwokackiego, natknąłem się na wchodzącego ówczesnego sekretarza ORA, który śmiał się do siebie, a łzy ciekły mu po policzkach. Na pytanie o to, co się stało, odpowiedział: „Panie mecenasie, byłem właśnie na sali u pana sędziego X, a wie pan, jaki to jajcarz… Bronię z urzędu rozbójnika. Po tym, jak powiedziałem, co miałem powiedzieć, sąd pyta mojego klienta, o co on wnosi. Na to zza moich pleców słyszę: »Nic, ja to się ino spuszczom na mojego mecenasa«. Gdy sąd już się obśmiał, spytał mnie, co ja na takie dictum. No to co miałem powiedzieć? Wstałem i powiedziałem, że w takiej sytuacji adwokatowi pozostaje jedynie się spuścić na Wysoki Sąd”.
Innym razem koleżanka przyszła prosto z sali sądowej, na której toczył się spór o to, z którym z rodziców ma mieszkać dziecko. Oboje zarzucali sobie wzajemnie nadużywanie alkoholu, oboje kwestionowali własne uzależnienie lub nawet używanie alkoholu. W pewnym momencie sędzia znużonym głosem zapytał uczestniczki: „A pani pozwana to pije?”. Ona zaś znienacka wezwana do zabrania głosu mało przytomnym wzrokiem rozejrzała się po sali, spojrzała na sędziego i rzekła „Nie, dziękuję proszę sądu”. Sąd i koleżanka gwałtownie zaczęli czytać akta, klient koleżanki wybuchnął śmiechem, owa matka rozglądała się zdziwiona po sali, a w najtrudniejszej sytuacji był jej pełnomocnik, który musiał zachować powagę.
Historyjkę z sali sądowej przyniósł mi również inny kolega w czasie aplikacji. Otóż w Sądzie Okręgowym była pani sędzia K., która oprócz tego, że była znana ze swojego dobrego serca, to słynęła z tego, że czasem jej refleksja nie nadążała za słowami, które wypowiadała. Kolega reprezentował jedną ze stron procesu rozwodowego. Rozwodzący się trzydziestoparoletni małżonkowie, aby nie prać brudów, uzgodnili podanie niedopasowania seksualnego jako przyczyny rozpadu małżeństwa. Sąd jednak postanowił ich wesprzeć w tym problemie, tłumacząc, że są przecież różne przychodnie, do których można się udać, że są specjaliści, którzy mogą pomóc, że „można przecież jak nie z tej strony, to z drugiej”. W tym momencie cały czerwony pozwany przerwał dobre rady sędziego mówiąc: „Pani sędzio, tu chodzi o to, że mam za krótkiego”. Sąd zamurowało, zamknął posiedzenie pojednawcze, a za miesiąc szybko ich rozwiódł, bez dodatkowych porad.
Ale anegdota sądowa to nie tylko zabawne historyjki, czasem są to historie zmuszające do głębszej refleksji. O jednej z takich wspomnę. Znam ją z pierwszej ręki, sam bowiem siedziałem na sali sądowej. Proces karny miał miejsce na tle zazdrości. Otóż pewien pan uważający, że to poważny związek, dowiedział się od swojej partnerki, że nie jest jedyny. Wybuch był krótki, jedno uderzenie, no i drobniutkiej pokrzywdzonej, która upadła, pękł obojczyk. Pan bardzo tego, co zrobił, żałował, sam ofiarę zawiózł na pogotowie, a potem przywiózł do domu, do winy od razu się przyznał, ale że proces dotyczył także zaboru mienia, który oskarżony kwestionował, to i toczyło się postępowanie dowodowe. M.in. zeznawać miał brat oskarżonego, który wraz z nim przyjechał następnego dnia, by pan odebrał swoje rzeczy z domu pokrzywdzonej. Ta zaś z tarasu swojej pięknej willi w jednej z lepszych dzielnic Łodzi powitała ich potokiem takich wyzwisk i wulgaryzmów wyrzuconych wysokim sopranem, że aż nawet przysłowiowy furman, jakby je usłyszał, to by uciekł. Świadek krępował się powtarzać te słowa przed sądem. W końcu pani sędzia po jednej i drugiej próbie skłonienia świadka do mniejszej dawki skrępowania rzekła: „Proszę pana, niech pan mówi dokładnie to, co krzyczała, wie pan, pan jesteś w sądzie, a praca w sądzie to jak praca w kanale, człowiek ze wszystkim ma do czynienia”.
O autorze artykułu
Ostatnie posty
-
Najnowsze artykuły2025.05.16Anegdoty
-
wydanie-782024.12.17Anegdoty
-
AKTUALNE WYDANIE2022.04.09Kiedy się patrzy na falę uchodźstwa do Polski
-
Aktualności2022.01.10Bareja by tego nie wymyślił
